Oczywiście związane z farbowaniem ;)). Tym razem do gara trafiła uprzędziona przeze mnie wełna massam, którą pokazywałam w poprzednim poście. Długo zastanawiałam się nad kolorem - w końcu wybór padł na bordo. A oto co otrzymałam:
Kolor oczywiście nieco przekłamany, ale zdecydowanie nie jest to bordo. Otrzymałam całkiem ładny odcień różu :). Mimo iż nie jestem wielbicielką różowości, to ten odcień akurat podoba mi się i postanowiłam nic już nie zmieniać :).
Idąc za ciosem postanowiłam pofarbować jeszcze uprzędzioną kilka miesięcy temu wełnę corriedale oraz próbkę mieszanki corriedale z alpaką. Tym razem postanowiłam wypróbować barwnik brązowy, a ściślej mówiąc ciemny brąz.
Tym razem na brązowo pofarbowały się bawełniane nitki, którymi związałam wełnę. Natomiast wełna pofarbowała na kolor kawy z mlekiem (więcej kawy, mniej mleka). Kolor na zdjęciu jest kompletnie od czapy, ale nijak nie potrafiłam uchwycić właściwego odcienia :(. Poza tym na zdjęciu widać jakieś cienie, tak jakby wełna była nierównomiernie pofarbowana, czego w rzeczywistości nie ma :(.
Barwnika w obu przypadkach sporo zostało w wodzie, podobnie jak w przypadku mojej pierwszej próby farbowania wełny. Jedynie gdy farbowałam czesankę barwnik wchłonął się całkowicie. Trudno mi wysnuć jakieś konkretne wnioski, bo za każdym razem miałam do czynienia z innymi kolorami oraz innym gatunkiem wełny. Wychodzi więc na to, że przy kolejnym farbowaniu może mnie spotkać kolejna niespodzianka :). Na szczęście efekt końcowy tych moich eksperymentów - przynajmniej na razie - jest dla mnie do zaakceptowania :).
A na kołowrotek trafiła już kolejna czesanka - tym razem gotowa mieszanka merynosa z jedwabiem w niebieskościach i fioletach :).
Na zdjęciu tych fioletów za bardzo nie widać, ale w naturze są wyraźnie widoczne :). Mam tej czesanki 30 dag, powinno więc na jakiś sweterek wystarczyć :).
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i cieszę się, że tu zaglądacie :)
wow :) a już niedługo, mam nadzieję, będę mogła zobaczyć na żywo ;)
OdpowiedzUsuńTeż mam taka nadzieję :). I będziesz mogła przekonać się na własne oczy jak kłamie mój aparat ;))
UsuńNo wybrałaś jedne z trudniejszych kolorów, ale wyszło ciekawie.
OdpowiedzUsuńnie zniechęcaj się i pracuj dalej
Zdecydowanie nie zniechęciłam się :)) I z pewnością coś jeszcze pofarbuję :).
Usuńja używałam farbek do bawełny i jak dodałam do garnka z farbką octu (tak ze szklankę na jakieś 4 litry) to niebieski wessało mi do krystalicznie czystej wody, pomarańczowy troszkę został w wodzie.... jak nie dodałam octu, to farbka od razu wypłukiwała mi się, zostawał tylko cień koloru... farbki do wełny typu acid maja juz ocet w swoim składzie i nie trzeba go pewnie dodawać (nie wiem, jeszcze takich "wypasionych" nie miałam:)
OdpowiedzUsuńTeż używam farbek do bawełny i do garnka też wlewam ocet :). Przy farbowaniu czesanki, barwniki (turkus, niebieski i zielony) wchłonęły się całkowicie i kolory wyszły bardziej zdecydowane. Natomiast tym razem sporo barwnika zostało w wodzie, a kolor wyszedł dosyć jasny :(. Może to kwestia koloru barwnika, a nie "postaci" wełny. Nie wiem - chyba spróbuję pofarbować jakąś wełnę na niebiesko, żeby mieć porównanie :).
Usuń...wrzosowy kolorek mnie sie bardzo podoba :)..welenke z ostatniej fotki znam :)))
OdpowiedzUsuńA ja się cały czas zastanawiałam jak nazwać ten odcień różu - toż to jest wrzosowy właśnie! Dzięki :)).
UsuńTe niebieskości są cudne - mam nadzieję, że uda mi się z nich uprząść piękną wełnę :).
miałam dokładnie to samo! wiesz, to chyba jednak kwestia barwnika - gdy używam tych do bawełny, to bawełniana nitka wiążąca pasma barwi się na intensywny kolor, a wełna nie - na "blado" (zamiast bordo róż, dokładnie jak u Ciebie). Natomiast barwniki do wełny dawały intensywniejsze kolory. Farbowałam oczywiście "kakadu" ( do wełny) - ciężko go dostać w zwykłej pasmanterii, ale w fastrydze mają :)
OdpowiedzUsuńKawka z mleczkiem bardzo smacznie wyszła ;)
Dzięki za radę i namiary :). Chyba kupię sobie na próbę jakieś barwniki "kakadu" do wełny - zobaczymy co mi wtedy wyjdzie :).
UsuńKolor, że tak powiem "mój". Bardzo ładnie wyszło to farbowanie. Ja nie mam porządnych barwników, ale może jak czasu będę miała więcej spróbuję i ja. Jak widzę Wasze farbowanki to mnie chęć nachodzi na farbowanie. A co będzie z nich udziergane? Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńOwieczko - ja też używam najzwyklejszych barwników do bawełny i lnu, bo takie akurat mam w domu :). Kolory co prawda wyszły mi inne niż powinny (jaśniejsze), ale na szczęście też mi się podobają :). Tej kawy z mlekiem mam tylko około 200 m, więc najprawdopodobniej wydziergam z niej jakąś czapkę. Wrzosowej jest trochę więcej (jakieś 360 m), ale jeszcze nie zdecydowałam co z niej zrobię. Muszę to dobrze przemyśleć ;).
UsuńKolory bardzo fajne,dobrze,że i Tobie sie podobają,bo tyle roboty....Pozdrawiam ciepło:)
OdpowiedzUsuńDzięki Lucynko :). Buziaki :**
UsuńWow zachwyca mnie od razu jak tylko widzę ,że wełenka własnoręcznie uprzędziona !!!!Róż ładny ,ale kawa z mlekiem zdecydowanie do mnie bardziej przemawia :) A ostatni motek zachwyca!!!!:)
OdpowiedzUsuńJak to dobrze, że gusta są takie różne :)). Ja akurat za różami i beżami specjalnie nie przepadam, ale te odcienie podobają mi się :). Wełna, którą przędę z ostatniej czesanki, będzie wyglądała nieco inaczej niż ten motek, ale mam nadzieję, że również ładnie :).
UsuńNo cóż, farbowanie wełny i jeszcze do tego jej przędzenie to dla mnie totalna magia, więc chętnie sobie tu przysiądę i popodziwiam :-)
OdpowiedzUsuńAleż proszę bardzo! Może kawy? ;))))
UsuńPrzepiękny kolor włóczki ,chciałabym z takiej chuste ,pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńAsiu - połącz te dwa kolory, są bajkowe!
OdpowiedzUsuń