środa, 2 maja 2012

Ogoniasta tunika

Wreszcie udało mi się ją skończyć, uff. Nie pamiętam już kiedy coś tak długo dziergałam. Zaczęłam latem zeszłego roku, potem przeleżała kilka miesięcy w koszu z robótkami (jakoś tak dzierganie zimą z bawełny mi nie pasowało), by wreszcie wiosną doczekać się mojego zainteresowania. Kilka tygodni minęło zanim ją skończyłam (wybitnie nie miałam do niej serca) ale wreszcie jest :).


Fason, jak widać, najprostszy z możliwych :). Dziergana na okrągło od góry, jedyną odmianą są "ogony" przy rękawach i na dole.
Włóczka - 100% bawełna Star Altin Basak. Zużycie - 4 motki. Druty 4 mm.
Niezbyt dobrze dziergało mi się z tej włóczki - rozwarstwiała się w robocie i miałam wrażenie, że dziergam z muliny, na dodatek niezbyt dobrze skręconej (pasmo włóczki składa się z 8 cienkich nitek).
Za to teraz, już bez wyrzutów sumienia, mogę się zabrać za kolejną robótkę :). Na druty wskoczyła pofarbowana i uprzędziona przeze mnie wełna - będzie kolejne bolerko :).
Pozdrawiam Was serdecznie i majowo :).

niedziela, 22 kwietnia 2012

Kolejne niespodzianki

Oczywiście związane z farbowaniem ;)). Tym razem do gara trafiła uprzędziona przeze mnie wełna massam, którą pokazywałam w poprzednim poście. Długo zastanawiałam się nad kolorem - w końcu wybór padł na bordo. A oto co otrzymałam:



Kolor oczywiście nieco przekłamany, ale zdecydowanie nie jest to bordo. Otrzymałam całkiem ładny odcień  różu :). Mimo iż nie jestem wielbicielką różowości, to ten odcień akurat podoba mi się i postanowiłam nic już nie zmieniać :).
Idąc za ciosem postanowiłam pofarbować jeszcze uprzędzioną kilka miesięcy temu wełnę corriedale oraz próbkę mieszanki corriedale z alpaką. Tym razem postanowiłam wypróbować barwnik brązowy, a ściślej mówiąc ciemny brąz.

Tym razem na brązowo pofarbowały się bawełniane nitki, którymi związałam wełnę. Natomiast wełna pofarbowała na kolor kawy z mlekiem (więcej kawy, mniej mleka). Kolor na zdjęciu jest kompletnie od czapy, ale nijak nie potrafiłam uchwycić właściwego odcienia  :(. Poza tym na zdjęciu widać jakieś cienie, tak jakby wełna była nierównomiernie pofarbowana, czego w rzeczywistości nie ma :(.
Barwnika w obu przypadkach sporo zostało w wodzie, podobnie jak w przypadku mojej pierwszej próby farbowania wełny. Jedynie gdy farbowałam czesankę barwnik wchłonął się całkowicie. Trudno mi wysnuć jakieś konkretne wnioski, bo za każdym razem miałam do czynienia z innymi kolorami oraz innym gatunkiem wełny. Wychodzi więc na to, że przy kolejnym farbowaniu może mnie spotkać kolejna niespodzianka :). Na szczęście efekt końcowy tych moich eksperymentów - przynajmniej na razie - jest dla mnie do zaakceptowania :).
A na kołowrotek trafiła już kolejna czesanka - tym razem gotowa mieszanka merynosa z jedwabiem w niebieskościach i fioletach :).


Na zdjęciu tych fioletów za bardzo nie widać, ale w naturze są wyraźnie widoczne :). Mam tej czesanki 30 dag, powinno więc na jakiś sweterek wystarczyć :).
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i cieszę się, że tu zaglądacie :)

wtorek, 17 kwietnia 2012

Trochę tego i owego

Żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce, to byłoby super! Na szczęście co nieco na froncie robótkowym się dzieje :).
Jeszcze przed świętami uprzędłam merynosa z farbowanej czesanki od Crafttrioszek:


Sama czesanka wyglądała tak:

Kolory oczywiście przekłamane przez aparat, ale zdecydowanie są to niebieskości, tylko nie tak wściekłe jak na zdjęciu :).
W święta zabrałam się za przędzenie czesanki massam. Zastanawiałam się czy najpierw ją pofarbować i potem uprząść, czy odwrotnie? Stanęło na przędzeniu - nie chciałam za bardzo bałaganić farbowaniem w święta ;)). Za farbowanie wezmę się w najbliższy weekend - jak mi się uda i jak wreszcie zdecyduję się na kolor ;)).

Mam tej wełny 20 dag, około 330 m. Przędło się całkiem przyjemnie, tylko czesanka strasznie się sypie - za każdym razem musiałam się obierać z włosków. Na szczęście miałam w domu szeroką taśmę klejącą więc nie było to aż tak uciążliwe :).
Pobawiłam się też troszkę koralikami, dzięki czemu powstały cztery nowe naszyjniki - wszystko sznury tureckie.


Czerwony ma w naturze zdecydowanie ładniejszy kolor. Wszystkie powstały z koralików euroclassu 2,6 mm i 4,5 mm.
Do czarnego i czerwonego sznura powstały jeszcze kolczyki - miałam trochę więcej koralików w tych kolorach :).

Na drutach nadal mam bawełnianą tunikę, która bardzo opornie przyrasta. Jakoś nie mam do niej serca :(. Muszę ją jednak skończyć, bo obiecałam sobie, że nie zacznę nowej robótki, dopóki nie skończę tej. A korci mnie bardzo, żeby na druty wrzucić którąś ze swoich wełen :).
Pozdrawiam Was serdecznie i miłego wieczoru życzę!

niedziela, 1 kwietnia 2012

Koraliki

Niewątpliwie przyszła wiosna :). Najlepszym dowodem na to - przynajmniej dla mnie - nie jest pogoda za oknem, która ostatnio zrobiła się paskudna, a chęć zabawy koralikami ;)). Tak więc, zamiast przykładnie zająć się przygotowaniami do świąt, "produkowałam" biżuterię koralikową.
Dzięki temu jestem bogatsza o dwie nowe bransoletki - obie zainspirowane pracami Weroniki:


Następnie stwierdziłam, że przydałby mi się jakiś dłuższy sznur koralikowy, bo te które mam nadają się jedynie do bluzek z dekoltem. No to sobie zrobiłam :). I to od razu dwa :))


Jakoś tak mnie na szarości wzięło - chyba przez tę pogodę. Postanowiłam więc zakończyć tę zabawę jakimś kolorowym akcentem i zrobiłam jeszcze kilka par kolczyków:


Tym sposobem uszczupliłam nieco moje zasoby koralikowe, dorobiłam się nowych "błyskotek", a teraz mogę się znowu spokojnie zabrać za dzierganie ;)). Postanowiłam ambitnie skończyć wreszcie bawełnianą tunikę, która czeka na to już ponad pół roku. Mam nadzieję, że tym razem dobrnę z nią do końca :).
Miłego niedzielnego wieczoru Wam życzę :).

wtorek, 27 marca 2012

Kolejny eksperyment ...

... i kolejne niespodzianki. Tym razem wzięłam się za farbowanie czesanki. Na pierwszy ogień poszła czesanka 56's English. Dodałam turkusowego, granatowego i nieco zielonego barwnika i czekałam cierpliwie co z tego wyniknie. Tym razem barwniki wchłonęły się całkowicie i woda w garnku była czysta. Niestety po wyjęciu czesanki okazało się, że spora jej część w ogóle nie złapała barwnika :(. Wyglądało to okropnie! Niewiele myśląc (i tak lekko już podłamana) rozrobiłam resztę zielonego barwnika, wlałam do gara i do tego wrzuciłam ponownie czesankę. Przypuszczałam, że otrzymam znowu zieloności w różnych odcieniach i tu spotkała mnie kolejna niespodzianka. To co tym razem otrzymałam, po wyschnięciu wyglądało tak:

Dominował turkus, granat i popielaty błękit. Zieleń też była, ale głównie tam gdzie "chwyciła" za pierwszym razem.
Bardzo byłam ciekawa co mi z tego wyjdzie po uprzędzeniu :). Dlatego też ostatni weekend spędziłam głównie przy kołowrotku :). A oto efekty:
- tak wyglądało na szpulce

- a tak wygląda już gotowa wełna



Muszę przyznać, że efekt końcowy podoba mi się :).
Mam tej wełny 200 g, około 540 m. Na kamizelkę powinno wystarczyć :).
Coś mi dzisiaj blogger fiksuje więc nie będę się więcej rozpisywać. Mam tylko nadzieję, że uda mi się tego posta opublikować :).
Miłego popołudnia!

sobota, 17 marca 2012

Pierwsze farbowanie

Zabierałam się do tego jak pies do jeża, ale wreszcie się odważyłam ;). Na pierwszy ogień poszła stara owcza wełna w naturalnym kolorze. Na czymś w końcu trzeba się uczyć, a w razie kompletnej klapy strata nie byłaby taka dotkliwa ;)).
Efekt końcowy okazał się kompletnie różny od zamierzonego, ale gdy się już z nim nieco oswoiłam, to nawet zaczęła mi się ta wełna podobać :). Zamiast niebieskości z odrobiną zieleni, mam wiosenne zielenie z odrobiną niebieskiego :)). Aparat te niebieskości jakoś widzi, moje oko widzi głównie melanż zieleni ;)).

Po przewinięciu w kłębki wygląda nieco lepiej :)

No ale nie byłabym sobą, gdybym od razu nie wypróbowała jak się te kolory układają w robótce. Dzięki temu mam już jedną skarpetkę. Druga do pary powstanie wkrótce :).

Muszę przyznać, że skarpetka mi się podoba! Tak więc wełna się nie zmarnuje, a ja - mimo pewnego niepowodzenia - sporo się przy tym nauczyłam :)). Wiem już jakie błędy popełniłam i postaram się je wyeliminować następnym razem. Przede wszystkim jednak, oswoiłam się nieco z tym procesem i już mnie tak to farbowanie nie przeraża ;)). Będą więc kolejne eksperymenty! Tym razem do gara powędruje czesanka. Już jestem ciekawa co mi z tego wyjdzie ;)).
Udanego weekendu Wam życzę :).

sobota, 10 marca 2012

Różności

Chyba dopadło mnie zmęczenie wiosenne, bo weny do pisania nie mam wcale :(. Na szczęście robótkowo coś się jednak ostatnio działo :).
Uprzędłam kolejne wełenki.
Pierwsza była ciemnobrązowa, z czesanki, którą dostałam w prezencie od Asi.

Na zdjęciu wyszła niemal czarna, ale uwierzcie mi na słowo - to jest ciemny brąz. Nie wiem z jakich to owieczek, na pewno jednak z rodzimych :). Wełna jest nieco szorstka i podgryzająca. Jeszcze nie wiem co z niej zrobię - pewnie poczeka do następnej zimy, bo na wiosenne wyroby raczej się nie nadaje :).
Kolejną wełną był merynos z farbowanej czesanki kupionej u Crafttrioszek.


Aparat jak zwykle nieco przekłamuje kolory - czesanka była w kolorach bordo, czerwień i pomarańcz. Też jeszcze nie wiem na co ją przerobię, ale z pewnością coś wymyślę :).
Powstała też kolejna para skarpetek - tym razem z włóczki skarpetkowej "Sirmione", kupionej dosyć dawno temu w Lidlu. Wreszcie się doczekała ;)).

I na koniec coś z zupełnie innej beczki :). Tydzień temu odwiedziły mnie Lucynka i Poohatka. Oprócz gadania i śmiechu popracowałyśmy też twórczo. Tym razem wybór padł na decoupage - każda z nas robiła bransoletkę i kolczyki. Mój komplet prezentuje się tak:

Proszę o wyrozumiałość, bo jest to moja pierwsza praca wykonana tą techniką. Poza tym na żywo prezentuje się lepiej niż na tym zdjęciu :).
I to by było na tyle :). Na kołowrotku przędzie się kolejna czesanka, a w łazience suszy się moja pierwsza, własnoręcznie pofarbowana wełna. Ale o tym następnym razem ;)).
Miłego weekendu :).