Wreszcie udało mi się ją skończyć, uff. Nie pamiętam już kiedy coś tak długo dziergałam. Zaczęłam latem zeszłego roku, potem przeleżała kilka miesięcy w koszu z robótkami (jakoś tak dzierganie zimą z bawełny mi nie pasowało), by wreszcie wiosną doczekać się mojego zainteresowania. Kilka tygodni minęło zanim ją skończyłam (wybitnie nie miałam do niej serca) ale wreszcie jest :).
Fason, jak widać, najprostszy z możliwych :). Dziergana na okrągło od góry, jedyną odmianą są "ogony" przy rękawach i na dole.
Włóczka - 100% bawełna Star Altin Basak. Zużycie - 4 motki. Druty 4 mm.
Niezbyt dobrze dziergało mi się z tej włóczki - rozwarstwiała się w robocie i miałam wrażenie, że dziergam z muliny, na dodatek niezbyt dobrze skręconej (pasmo włóczki składa się z 8 cienkich nitek).
Za to teraz, już bez wyrzutów sumienia, mogę się zabrać za kolejną robótkę :). Na druty wskoczyła pofarbowana i uprzędziona przeze mnie wełna - będzie kolejne bolerko :).
Pozdrawiam Was serdecznie i majowo :).
środa, 2 maja 2012
niedziela, 22 kwietnia 2012
Kolejne niespodzianki
Oczywiście związane z farbowaniem ;)). Tym razem do gara trafiła uprzędziona przeze mnie wełna massam, którą pokazywałam w poprzednim poście. Długo zastanawiałam się nad kolorem - w końcu wybór padł na bordo. A oto co otrzymałam:
Kolor oczywiście nieco przekłamany, ale zdecydowanie nie jest to bordo. Otrzymałam całkiem ładny odcień różu :). Mimo iż nie jestem wielbicielką różowości, to ten odcień akurat podoba mi się i postanowiłam nic już nie zmieniać :).
Idąc za ciosem postanowiłam pofarbować jeszcze uprzędzioną kilka miesięcy temu wełnę corriedale oraz próbkę mieszanki corriedale z alpaką. Tym razem postanowiłam wypróbować barwnik brązowy, a ściślej mówiąc ciemny brąz.
Tym razem na brązowo pofarbowały się bawełniane nitki, którymi związałam wełnę. Natomiast wełna pofarbowała na kolor kawy z mlekiem (więcej kawy, mniej mleka). Kolor na zdjęciu jest kompletnie od czapy, ale nijak nie potrafiłam uchwycić właściwego odcienia :(. Poza tym na zdjęciu widać jakieś cienie, tak jakby wełna była nierównomiernie pofarbowana, czego w rzeczywistości nie ma :(.
Barwnika w obu przypadkach sporo zostało w wodzie, podobnie jak w przypadku mojej pierwszej próby farbowania wełny. Jedynie gdy farbowałam czesankę barwnik wchłonął się całkowicie. Trudno mi wysnuć jakieś konkretne wnioski, bo za każdym razem miałam do czynienia z innymi kolorami oraz innym gatunkiem wełny. Wychodzi więc na to, że przy kolejnym farbowaniu może mnie spotkać kolejna niespodzianka :). Na szczęście efekt końcowy tych moich eksperymentów - przynajmniej na razie - jest dla mnie do zaakceptowania :).
A na kołowrotek trafiła już kolejna czesanka - tym razem gotowa mieszanka merynosa z jedwabiem w niebieskościach i fioletach :).
Na zdjęciu tych fioletów za bardzo nie widać, ale w naturze są wyraźnie widoczne :). Mam tej czesanki 30 dag, powinno więc na jakiś sweterek wystarczyć :).
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i cieszę się, że tu zaglądacie :)
Kolor oczywiście nieco przekłamany, ale zdecydowanie nie jest to bordo. Otrzymałam całkiem ładny odcień różu :). Mimo iż nie jestem wielbicielką różowości, to ten odcień akurat podoba mi się i postanowiłam nic już nie zmieniać :).
Idąc za ciosem postanowiłam pofarbować jeszcze uprzędzioną kilka miesięcy temu wełnę corriedale oraz próbkę mieszanki corriedale z alpaką. Tym razem postanowiłam wypróbować barwnik brązowy, a ściślej mówiąc ciemny brąz.
Tym razem na brązowo pofarbowały się bawełniane nitki, którymi związałam wełnę. Natomiast wełna pofarbowała na kolor kawy z mlekiem (więcej kawy, mniej mleka). Kolor na zdjęciu jest kompletnie od czapy, ale nijak nie potrafiłam uchwycić właściwego odcienia :(. Poza tym na zdjęciu widać jakieś cienie, tak jakby wełna była nierównomiernie pofarbowana, czego w rzeczywistości nie ma :(.
Barwnika w obu przypadkach sporo zostało w wodzie, podobnie jak w przypadku mojej pierwszej próby farbowania wełny. Jedynie gdy farbowałam czesankę barwnik wchłonął się całkowicie. Trudno mi wysnuć jakieś konkretne wnioski, bo za każdym razem miałam do czynienia z innymi kolorami oraz innym gatunkiem wełny. Wychodzi więc na to, że przy kolejnym farbowaniu może mnie spotkać kolejna niespodzianka :). Na szczęście efekt końcowy tych moich eksperymentów - przynajmniej na razie - jest dla mnie do zaakceptowania :).
A na kołowrotek trafiła już kolejna czesanka - tym razem gotowa mieszanka merynosa z jedwabiem w niebieskościach i fioletach :).
Na zdjęciu tych fioletów za bardzo nie widać, ale w naturze są wyraźnie widoczne :). Mam tej czesanki 30 dag, powinno więc na jakiś sweterek wystarczyć :).
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i cieszę się, że tu zaglądacie :)
wtorek, 17 kwietnia 2012
Trochę tego i owego
Żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce, to byłoby super! Na szczęście co nieco na froncie robótkowym się dzieje :).

Mam tej wełny 20 dag, około 330 m. Przędło się całkiem przyjemnie, tylko czesanka strasznie się sypie - za każdym razem musiałam się obierać z włosków. Na szczęście miałam w domu szeroką taśmę klejącą więc nie było to aż tak uciążliwe :).

Czerwony ma w naturze zdecydowanie ładniejszy kolor. Wszystkie powstały z koralików euroclassu 2,6 mm i 4,5 mm.
Na drutach nadal mam bawełnianą tunikę, która bardzo opornie przyrasta. Jakoś nie mam do niej serca :(. Muszę ją jednak skończyć, bo obiecałam sobie, że nie zacznę nowej robótki, dopóki nie skończę tej. A korci mnie bardzo, żeby na druty wrzucić którąś ze swoich wełen :).
Jeszcze przed świętami uprzędłam merynosa z farbowanej czesanki od Crafttrioszek:

Kolory oczywiście przekłamane przez aparat, ale zdecydowanie są to niebieskości, tylko nie tak wściekłe jak na zdjęciu :).
W święta zabrałam się za przędzenie czesanki massam. Zastanawiałam się czy najpierw ją pofarbować i potem uprząść, czy odwrotnie? Stanęło na przędzeniu - nie chciałam za bardzo bałaganić farbowaniem w święta ;)). Za farbowanie wezmę się w najbliższy weekend - jak mi się uda i jak wreszcie zdecyduję się na kolor ;)).
Mam tej wełny 20 dag, około 330 m. Przędło się całkiem przyjemnie, tylko czesanka strasznie się sypie - za każdym razem musiałam się obierać z włosków. Na szczęście miałam w domu szeroką taśmę klejącą więc nie było to aż tak uciążliwe :).Pobawiłam się też troszkę koralikami, dzięki czemu powstały cztery nowe naszyjniki - wszystko sznury tureckie.

Czerwony ma w naturze zdecydowanie ładniejszy kolor. Wszystkie powstały z koralików euroclassu 2,6 mm i 4,5 mm.Do czarnego i czerwonego sznura powstały jeszcze kolczyki - miałam trochę więcej koralików w tych kolorach :).
Na drutach nadal mam bawełnianą tunikę, która bardzo opornie przyrasta. Jakoś nie mam do niej serca :(. Muszę ją jednak skończyć, bo obiecałam sobie, że nie zacznę nowej robótki, dopóki nie skończę tej. A korci mnie bardzo, żeby na druty wrzucić którąś ze swoich wełen :).Pozdrawiam Was serdecznie i miłego wieczoru życzę!
niedziela, 1 kwietnia 2012
Koraliki
Niewątpliwie przyszła wiosna :). Najlepszym dowodem na to - przynajmniej dla mnie - nie jest pogoda za oknem, która ostatnio zrobiła się paskudna, a chęć zabawy koralikami ;)). Tak więc, zamiast przykładnie zająć się przygotowaniami do świąt, "produkowałam" biżuterię koralikową.

Następnie stwierdziłam, że przydałby mi się jakiś dłuższy sznur koralikowy, bo te które mam nadają się jedynie do bluzek z dekoltem. No to sobie zrobiłam :). I to od razu dwa :))

Jakoś tak mnie na szarości wzięło - chyba przez tę pogodę. Postanowiłam więc zakończyć tę zabawę jakimś kolorowym akcentem i zrobiłam jeszcze kilka par kolczyków:

Tym sposobem uszczupliłam nieco moje zasoby koralikowe, dorobiłam się nowych "błyskotek", a teraz mogę się znowu spokojnie zabrać za dzierganie ;)). Postanowiłam ambitnie skończyć wreszcie bawełnianą tunikę, która czeka na to już ponad pół roku. Mam nadzieję, że tym razem dobrnę z nią do końca :).
Dzięki temu jestem bogatsza o dwie nowe bransoletki - obie zainspirowane pracami Weroniki:

Następnie stwierdziłam, że przydałby mi się jakiś dłuższy sznur koralikowy, bo te które mam nadają się jedynie do bluzek z dekoltem. No to sobie zrobiłam :). I to od razu dwa :))
Jakoś tak mnie na szarości wzięło - chyba przez tę pogodę. Postanowiłam więc zakończyć tę zabawę jakimś kolorowym akcentem i zrobiłam jeszcze kilka par kolczyków:
Tym sposobem uszczupliłam nieco moje zasoby koralikowe, dorobiłam się nowych "błyskotek", a teraz mogę się znowu spokojnie zabrać za dzierganie ;)). Postanowiłam ambitnie skończyć wreszcie bawełnianą tunikę, która czeka na to już ponad pół roku. Mam nadzieję, że tym razem dobrnę z nią do końca :).Miłego niedzielnego wieczoru Wam życzę :).
wtorek, 27 marca 2012
Kolejny eksperyment ...
... i kolejne niespodzianki. Tym razem wzięłam się za farbowanie czesanki. Na pierwszy ogień poszła czesanka 56's English. Dodałam turkusowego, granatowego i nieco zielonego barwnika i czekałam cierpliwie co z tego wyniknie. Tym razem barwniki wchłonęły się całkowicie i woda w garnku była czysta. Niestety po wyjęciu czesanki okazało się, że spora jej część w ogóle nie złapała barwnika :(. Wyglądało to okropnie! Niewiele myśląc (i tak lekko już podłamana) rozrobiłam resztę zielonego barwnika, wlałam do gara i do tego wrzuciłam ponownie czesankę. Przypuszczałam, że otrzymam znowu zieloności w różnych odcieniach i tu spotkała mnie kolejna niespodzianka. To co tym razem otrzymałam, po wyschnięciu wyglądało tak:

- a tak wygląda już gotowa wełna

Dominował turkus, granat i popielaty błękit. Zieleń też była, ale głównie tam gdzie "chwyciła" za pierwszym razem.
Bardzo byłam ciekawa co mi z tego wyjdzie po uprzędzeniu :). Dlatego też ostatni weekend spędziłam głównie przy kołowrotku :). A oto efekty:
- tak wyglądało na szpulce
- a tak wygląda już gotowa wełnaMam tej wełny 200 g, około 540 m. Na kamizelkę powinno wystarczyć :).
Coś mi dzisiaj blogger fiksuje więc nie będę się więcej rozpisywać. Mam tylko nadzieję, że uda mi się tego posta opublikować :).
Miłego popołudnia!
sobota, 17 marca 2012
Pierwsze farbowanie
Zabierałam się do tego jak pies do jeża, ale wreszcie się odważyłam ;). Na pierwszy ogień poszła stara owcza wełna w naturalnym kolorze. Na czymś w końcu trzeba się uczyć, a w razie kompletnej klapy strata nie byłaby taka dotkliwa ;)).
No ale nie byłabym sobą, gdybym od razu nie wypróbowała jak się te kolory układają w robótce. Dzięki temu mam już jedną skarpetkę. Druga do pary powstanie wkrótce :).
Muszę przyznać, że skarpetka mi się podoba! Tak więc wełna się nie zmarnuje, a ja - mimo pewnego niepowodzenia - sporo się przy tym nauczyłam :)). Wiem już jakie błędy popełniłam i postaram się je wyeliminować następnym razem. Przede wszystkim jednak, oswoiłam się nieco z tym procesem i już mnie tak to farbowanie nie przeraża ;)). Będą więc kolejne eksperymenty! Tym razem do gara powędruje czesanka. Już jestem ciekawa co mi z tego wyjdzie ;)).
Efekt końcowy okazał się kompletnie różny od zamierzonego, ale gdy się już z nim nieco oswoiłam, to nawet zaczęła mi się ta wełna podobać :). Zamiast niebieskości z odrobiną zieleni, mam wiosenne zielenie z odrobiną niebieskiego :)). Aparat te niebieskości jakoś widzi, moje oko widzi głównie melanż zieleni ;)).
No ale nie byłabym sobą, gdybym od razu nie wypróbowała jak się te kolory układają w robótce. Dzięki temu mam już jedną skarpetkę. Druga do pary powstanie wkrótce :).
Muszę przyznać, że skarpetka mi się podoba! Tak więc wełna się nie zmarnuje, a ja - mimo pewnego niepowodzenia - sporo się przy tym nauczyłam :)). Wiem już jakie błędy popełniłam i postaram się je wyeliminować następnym razem. Przede wszystkim jednak, oswoiłam się nieco z tym procesem i już mnie tak to farbowanie nie przeraża ;)). Będą więc kolejne eksperymenty! Tym razem do gara powędruje czesanka. Już jestem ciekawa co mi z tego wyjdzie ;)).Udanego weekendu Wam życzę :).
sobota, 10 marca 2012
Różności
Chyba dopadło mnie zmęczenie wiosenne, bo weny do pisania nie mam wcale :(. Na szczęście robótkowo coś się jednak ostatnio działo :).
Na zdjęciu wyszła niemal czarna, ale uwierzcie mi na słowo - to jest ciemny brąz. Nie wiem z jakich to owieczek, na pewno jednak z rodzimych :). Wełna jest nieco szorstka i podgryzająca. Jeszcze nie wiem co z niej zrobię - pewnie poczeka do następnej zimy, bo na wiosenne wyroby raczej się nie nadaje :).
I na koniec coś z zupełnie innej beczki :). Tydzień temu odwiedziły mnie Lucynka i Poohatka. Oprócz gadania i śmiechu popracowałyśmy też twórczo. Tym razem wybór padł na decoupage - każda z nas robiła bransoletkę i kolczyki. Mój komplet prezentuje się tak:
Proszę o wyrozumiałość, bo jest to moja pierwsza praca wykonana tą techniką. Poza tym na żywo prezentuje się lepiej niż na tym zdjęciu :).
Uprzędłam kolejne wełenki.
Pierwsza była ciemnobrązowa, z czesanki, którą dostałam w prezencie od Asi.
Na zdjęciu wyszła niemal czarna, ale uwierzcie mi na słowo - to jest ciemny brąz. Nie wiem z jakich to owieczek, na pewno jednak z rodzimych :). Wełna jest nieco szorstka i podgryzająca. Jeszcze nie wiem co z niej zrobię - pewnie poczeka do następnej zimy, bo na wiosenne wyroby raczej się nie nadaje :).Kolejną wełną był merynos z farbowanej czesanki kupionej u Crafttrioszek.
Aparat jak zwykle nieco przekłamuje kolory - czesanka była w kolorach bordo, czerwień i pomarańcz. Też jeszcze nie wiem na co ją przerobię, ale z pewnością coś wymyślę :).
Powstała też kolejna para skarpetek - tym razem z włóczki skarpetkowej "Sirmione", kupionej dosyć dawno temu w Lidlu. Wreszcie się doczekała ;)).
I na koniec coś z zupełnie innej beczki :). Tydzień temu odwiedziły mnie Lucynka i Poohatka. Oprócz gadania i śmiechu popracowałyśmy też twórczo. Tym razem wybór padł na decoupage - każda z nas robiła bransoletkę i kolczyki. Mój komplet prezentuje się tak:
Proszę o wyrozumiałość, bo jest to moja pierwsza praca wykonana tą techniką. Poza tym na żywo prezentuje się lepiej niż na tym zdjęciu :).I to by było na tyle :). Na kołowrotku przędzie się kolejna czesanka, a w łazience suszy się moja pierwsza, własnoręcznie pofarbowana wełna. Ale o tym następnym razem ;)).
Miłego weekendu :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)










